Mam jakieś szczęście do jesieni,
W zeszłym roku udało mi się trochę postatystować w szpitalu w epidemii której wg sporej części narodu nie ma i złotą jesień spędziłem oglądając ją zza szyb okiennych ( jak udało mi się oczywiście dojść do okna ) a w tym roku zapowiada się że będzie równie ciekawie.
Fakt, sporą część jesieni nieco przeciekła przez palce, bo ciągle los nie sprzyjał by się wyrwać z domu, a zeszły tydzień wbił gwoździk do trumny dla jesiennych planów.
Choć może nie do końca. Ciągle pozostaje mi nadzieja, że może uda się zgrać wszystko czasowo tak by urwać się z codziennego kieratu i zobaczyć zachód słońca nad jakimiś ( jakimikolwiek .. nie jestem wybredny ) połoninami. Może pogoda się jeszcze utrzyma, może uda się zorganizować coś z dnia na dzień.
Na razie wychodzi że coś na co liczyłem od dłuższego czasu przejdzie koło nosa. Cóż, „życie jest podłe i full of zasadzkas” jak to mówią na salonach. Czasem trzeba pogodzić się z tym, że przez chwilę trzeba przystopować, zrezygnować z planów i pogodzić się z losem.
Ten wredny drań mocno kantuje i zazwyczaj wychodzi zwycięsko z potyczek z nami. Czasem skopie na poważnie, czasem rzuci kłody pod nogi, a czasem po prostu pogrozi palcem. Ja chwilowo czuje się ostrzeżony, że mam mu nie fikać i przez chwilę być grzeczny. Mam nadzieje że go udobrucham na tyle, by może troszkę popuścił ( połoniny, zachód… te sprawy … mówiłem prawda ? ) i dał choć chwilę by odpocząć.
Na razie próbuję korzystać z tego co mnie otacza w naszej kochanej Warszawce i w jej okolicach. Wprawdzie ta nasza jesień jest straszliwie nierówna i ostatni spacer po Młocinach skończył się lekkim zawodem ze względu na ogólne niezdecydowanie drzew. Jedne nadal uważają że jest lato, inne znudzone ciężarem liści już się ich pozbywają ( zapominając o tym by przejść przez etap złotych barw ) a bardzo mały odsetek stwierdził, że złoto i czerwień to to co lubi.
W tym tygodniu będzie szansa na krótki rajd po łazienkach bo jak wszystko ułoży się tak jak powinno, wyląduje w ich okolicy z godzinką czasu wolnego. W tygodniu może da się tam zrobić zdjęcie bez tłumów na drugim planie, czyli coś co w weekend jest niewykonalne.
Choć … kurcze… uciekł bym. Może być nawet ta oklepana i zwiedzona w te i z powrotem Szczawnica, zasadniczo cokolwiek.
Niestety cokolwiek czemu bym podołał. Bo niby wszystko jest w porządku, a nadal w robocie ludzie dziwnie na mnie patrzą jak po wejściu na trzecie piętro po schodach szukam respiratora i wydaje z siebie odgłosy jak Vader ( choć on to robił dostojnie… a ja dysze jak pies po pogoni za rowerem )
No dobra.. kończę marudzić, czas spać…. Mam być grzeczny, dbać o siebie i słuchać mądrzejszych …