Jesteś sobą, Polub to, serio..
Budzisz się rano. Łeb nawala bo sen był za krótki, kark boli a oczy z uporem godnym maniaka mają ochotę być zamknięte. Heroiczna walka kończy się wyjściem z domu i udaniem się w kierunku pracy w stanie mniej więcej gotowym do zaistnienia w przestrzeni publicznej. Ruszasz w towarzystwie innych zombi zatopionych we własnym smartfonowym świecie, słuchających radia lub muzyki, przeglądających wiadomości, grających lub w inny sposób oddających się temu prostokątnemu ekranowi. Widzisz i słyszysz kolejne reklamy które gwarantują Ci droge do szczęści i lepszego wyglądu. Namawiają Cię byś użył tego lub innego specyfiku, zdobył w magiczny sposób kasę, lub też odwrotnie, wydał ja w taki sposób, że na pewno osiągniesz samouwielbienie i wspaniałość w oczach wszystkich w okolicy.
W pracy jak to w pracy .. 8 godzin zmagania się z materią wszechświata. Jak lubisz swoją robotę, nie jest źle.. Jak coś cię uwiera.. bo kasy za mało, bo warunki lub klimat nie taki.. a może po prostu źle się w niej czujesz, to nagle okazuje się że każda godzina to walka by się nie wściec. Potem znowu powrót i dom.
Chcesz odpoczywać i oglądasz inny świecący ekran. Telewizor pokazuje Ci alternatywną rzeczywistość, seriale w których nierealnie przystojni aktorzy i aktorki przeżywają przygody mające niby coś wspólnego z rzeczywistością, tyle że na mocno pokrętny sposób. Niby świat który ich otacza jest taki sam jak nasz, tyle że oni jakoś maja w nim wieczną balangę zero problemów z zakupami/dziećmi/rachunkami/ czy cokolwiek tu nie wstawisz. A to wszystko przerywane reklamami które pokazują Ci szczęście przy piwie, radość na wakacjach czy szczęście przy wypróżnieniu po użyciu … no dobra, to ostatnie to może za bardzo się wczułem..
Otacza nas sztuczny świat wykreowany przez gwiazdy, gwiazdeczki i specjalistów od marketingu. W którym osoby mające kasy jak lodu uczą nas jak żyć, osobowości żyjące ze swojego wizerunku, głoszą, że ta umięśniona klata lub sylwetka bogini wymaga tylko trochę pracy .. no może jakiś produkt lub dietka reklamowana przez daną gwiazdkę nam w tym pomoże.
A Ty siedzisz po ośmiu ( lub więcej ) godzinach w pracy sącząc zimna herbata która wystygła jak robiłaś/robiłeś obiad dla dzieciaków i masz dwa wyjścia.
Załapać doła i frustracje, że nie jesteś taki jak ten świat z ekranu Ci pokazuje, albo zignorować to co tak nachalnie Ci się narzuca.
Nie oszukujmy się .. masz XX lat, ciało takie .. z jakim się urodziłeś ( urodziłaś ) i na jakie pozwalają warunki a zarabiasz ile zarabiasz. I pewnych „warunków startowych” nie przeskoczysz. Niezależnie jakie kity wciskają Ci w reklamach i śniadaniówkach, sorry, jeśli masz 40+ na karku i pracujesz w biurze od 20 lat nie staniesz się krezusem, a 40 lat z piwnym brzuszkiem nie dadzą Ci naglę sylwetki Lewandowskiego.
Naprawdę … nawet jeśli postawisz całe życie na głowie by osiągnąć to czym cię mamią, jakoś nie sądzę by w końcowym rozrachunku wynikiem było szczęście.
Prędzej frustracja i złość.
Że nie wyglądam …. Że nie mam ….
Że nie spełniam kanonów bycia cool i narzucanych „standardów”
Może jednak popatrzeć na to drugie wyjście.
Zaakceptować i pokochać
Siebie, swój świat i swoje otoczenie. Popłynąć z nurtem tego co Cię otacza, poszukać szczęścia w codziennym życiu, w drobiazgach. Cieszyć się każdą chwilą. Życiem które nas otacza.
I co z tego że na widok 20 lat młodszego, umięśnionego kolegi z pracy wszystkie kobiety w okolicy miękną, a nowo zatrudniona koleżanka wygląda jak by ktoś ją z jakiegoś magazynu wyciął i faceci na jej widok się ślinią.
Może to będzie dla Ciebie impuls by spróbować coś ze sobą zrobić.. zadbać. Jeśli nawet nie staniesz się tak wspaniała/wspaniały jak by Ci się to wymarzyło i tak pewnie wyjdzie to na plus dla zdrowia.
Do zdobycia majątku też nie ma dróg na skróty. Najczęściej jest to kombinacja szczęścia, bycia w odpowiednim miejscu i czasie oraz umiejętności. Nie pomogą Ci magiczne aplikacje, tajemne poradniki i „pewne” inwestycje. Przepraszam że zniszczę Twoje marzenia, ale jeśli ktoś twierdzi inaczej ….. to zapewne w którymś momencie usłyszysz, że żeby zarobić musisz wydać swoje ciężko zarobione pieniążki, a w tle pojawią się napisy drobnym drukiem.
Jesteśmy kim jesteśmy i żyjemy w swoim prawdziwym świecie. Nie takim z serialu.
Możemy zaliczać doła jak przyrównujemy się do innych, piękniejszych, wspanialszych, bogatszych, tyle, że dość często jest to porównanie do mirażu. W przypadku „ludzi sukcesu” próba dążenia do starannie wyreżyserowanego wizerunku, o reklamach nawet nie będę wspominał.
Możemy marzyć o innym życiu, jakie to ono było by wspaniałe gdyby w młodości postąpiło by się inaczej, znalazło inna pracę bardziej lub mniej balowało. Możemy nakręcać własną depresje siedząc i rozpatrując „co by było gdyby” lub „gdybym wtedy..”
Tyle że kurde to nic nie da.
No chyba że ktoś ma pod ręką jakąś maszynkę czasu, ale to wtedy wycofuje kwestię braku kasy, proszę o kontakt, mam mały pomysł na biznesik…
Świat wokół nas dąży do chorego ideału. Wyglądu, standardu życia, zachowania i wizerunku. Mamy być tacy jak ONI, ci z reklam, filmów i tego kreowanego starannie świata. Coraz mniej w tym miejsca na takich normalnych jak Ty i ja.
Tyle, że takie podążanie do czegoś czego nie jesteś w stanie osiągnąć rodzi w nas coś co się zbiera i kumuluje. Siedzi gdzieś w potylicy i nie daje spokojnie egzystować. Niszczy spokój i radość. Radość z bycia sobą, takim prawdziwym JA a nie kalki zerżniętej z obcego wizerunku. Są zwałki, siwe włosy i pustki w portfelu ? Cóż zdarza się.. tak jak powiedziałem .. może warto coś z tym zrobić, ale nie po to by dopasować się do cudzego zdjęcia.. tylko by samym być z siebie zadowolonym.
Bo warto zmienić się nie po to by świat nas zaakceptował, tylko po to, byśmy byli zadowoleni sami z siebie. I nie dlatego bo nagle uznamy, że całe nasze dotychczasowe życie było do dupy gdyż nie jest jak serial w TV, tylko by nam było w tym życiu .. fajniej.