Heweliusz…. Nie do końca historia…

O tym serialu już chyba prawie każdy słyszał. Jest na portalach informacyjnych, serwisach społecznościowych.  Jest komentowany, analizowany i zestawiany z dostępnymi nam prawdami historycznymi.

Powrócił temat dramatu który się rozegrał na morzu i który nie dość, że jest nie do końca wyjaśniony, to jeszcze na dodatek splata w sobie wiele niewygodnych prawd oraz niejasnych wydarzeń.

Wróćmy na chwile do serialu.

Powiem tak … nie pamiętam, kiedy ostatni raz obejrzałem cały serial na Netflixie,

Nie pamiętam czy w ogóle obejrzałem jakikolwiek polski serial na Netflixie.

Generalnie … poza dokumentalnymi .. seriali nie oglądam wcale.

„Heweliusz” wbił mnie w fotel i zmusił do oglądania.

Genialnie oddany klimat tamtych czasów, doskonałe kreacje aktorskie i na prawd dobrze opowiedziana historia. Dbałość o szczegóły, rozmach w kreowaniu scen i naprawdę światowy poziom efektów.

I świetnie wykreowane postacie.

Wykreowane bo wbrew temu jak wiele osób ten film odbiera nie jest to stricte film oparty na faktach.

Romansuje on z prawdami historycznymi, mieszając bardzo sprawnie fakty, domysły jak i fikcje dodającą większą dramaturgię do wydarzeń.

Nie będę puszczał spoilerów ( swoja droga jak można spoilerować coś co można by było określić jako dramat historyczny ) ale nie ma ukrywać, że część fabuły mooocno skręciła w kierunku teorii spiskowych ale…..

Cholera

Przyznaje się, że w dwu momentach wręcz wstałem od monitora bo atmosfera była tak ciężka i tak … prawdziwa.

Kto pamięta tamte czasy, może wspomnieć jak wyglądały czasy transformacji. Wieczne kolesiostwo i cwaniactwo. Stare układy wyrosłe z czasów komunistycznych, mieszające się z nowo tworzącymi się elitami i półświatkiem.

Czasy gdy jeszcze byliśmy gospodarczo i mentalnie ciągle postsowieccy a aspirowaliśmy by z butami i łokciami wpaść w zachodnią kulturę.

I tak naprawdę to w tym filmie widać przez cały czas.

Jeszcze raz

Uważam, że film jest świetny, ale…… jednego czego mi brakuje to uświadomienia dobitnie odbiorcy, że jest to film OPARTY na faktach.

A nie sam fakty.

Chcecie przykład ? Taki najbardziej rzucający się w oczy …

Kapitan Piotr Bitner nigdy nie istniał. Postać ta cechuje podobieństwo do faktycznego zastępcy kapitana Ułasiewicza – Bolesława Hutyry, choć nie można potwierdzić, że w jakikolwiek sposób mocniej angażował się on w odkrycie prawdy zatonięcia Heweliusza.

Jest to postać wprowadzona by usprawnić narracje i pokazać pewne wydarzenia które fabularnie ciężko by było przedstawić widzowi.

A że przy okazji jego postać została wprowadzona nad wyraz sprawnie i przedstawiona wiarygodnie….

Film wciska w fotel, tak jak pisałem kreacje aktorskie wypadają naprawdę świetnie, i naprawdę ciężko znaleźć postać która była by płaska i nic nie wnosząca.

Ale nie są to postacie historyczne.

Jedynymi prawdziwymi postaciami jest tu rodzina Ułasiewiczów.

A film jest świetny, ALE niestety nie rozwiązuje prawdy o tym co było powodem zatonięcie promu, co więcej pewne fakty uwypukla a niektóre pomija.Szczególnie te które są mało medialne lub wręcz dla prawdziwych bohaterów tragedii nieco obciążające.

Bo problem z tą katastrofą jest taki,  że odpowiadają za nią praktycznie wszyscy zamieszani w eksploatacje tego promu i feralny rejs. Odpowiada za nią nasza polska mentalność i podejście „jakoś to będzie” i  „damy radę”.

Zapewne na pokładzie Heweliusza były organizowane jakieś średnio legalne interesy. Te oficjalne na poziomie służb i mniej oficjalne na poziomie załogi.

Sam prom był felerny, a dodatkowo sposób jego eksploatacji wołał o pomstę do nieba ( naprawa górnego pokładu po pożarze poprzez zalanie go betonem, albo demontaż automatyki sterowania balastem na rzecz zaworów ręcznych gdyż ten pierwszy sprawiał problemy ).

Prognoza pogody nie uwzględniła części informacji o nadciągającym huraganie, a statek z bliżej nieokreślonych przyczyn wyszedł w morze z opóźnieniem które dodatkowo w ten huragan go wpasowało.

Nie dowiemy się już nigdy jak naprawdę wyglądała kwestia mocowania ładunku, obsługi nieszczęsnego systemu balastowania czy też spotkania z niemieckim transportowcem.

Wiemy, że Heweliusz nie był jedynym statkiem który w tym rejonie sztormował i którego dopadła ta pogoda. Co więcej, w tym samym czasie na morzu była jednostka bliźniacza Mikołaj Kopernik która do portu dotarła.

Jestem miłośnikiem serii „katastrofy lotnicze” ( może przez to nie lubię latać ), lubię technologię i sprawy z nią związane i w filmie najważniejszy wg mnie zdaniem, jest mowa końcowa reprezentanta żony kapitana Ułasiewicza.

Katastrofa najczęściej nie jest wynikiem jednego wydarzenia.

Jest wynikiem splotu nieszczęśliwych wypadków, zdarzeń i złych decyzji.

Nie można powiedzieć, że winny jest wyłącznie armator, państwo czy kapitan.

Armator – jest winny, bo dopuścił się zaniedbań, ignorował raporty i informacje o problemach, a często sam je generował ale….

Winę ponosi też państwo, które dopuszczało takie a nie inne działanie spółek i instytucji które miały dbać o bezpieczeństwo pływających jednostek ale….

Winny jest też kapitan – gdyż tym statkiem wypłynął i podejmował lub zgadzał się na czynności które zakończyły się tragedią. A tak naprawdę dla tego, że cóż…. Był kapitanem i na jego barkach spoczywała odpowiedzialność za bezpieczeństwo statku. To, że prawdopodobnie nie miał On żadnych szans w tej sytuacji ?

Niestety … wypłynął, obrał konkretny kurs mimo iż teoretycznie mógł płynąć bezpieczniejszą trasą ……

A tak naprawdę winę ponosi nasza narodowa tendencja do olewania i ryzykanctwa w imię pójścia na skróty.

Nasza narodowa źle pojęta duma mówiąca, że damy radę.

Że przepłyniemy przez to morze lub wylądujemy w tej cholernej mgle.

Bo katastrofa Heweliusza wniosła poprawę standardów w polskiej marynarce. Doprowadziła do zmian które były niezbędne ze względów zarówno bezpieczeństwa, jak i poprawienia wizerunku naszej floty ( wiecie że szwedzcy kierowcy wręcz grozili ponoć bojkotem promów polskich armatorów ? )

Ale nie wytępiła w nas myślenia życzeniowego i lekceważenia procedur.

Katastrofa CASA C295M z 2008 a potem Tu-154M z Prezydentem Lechem Kaczyńskim to tak naprawdę podobne historie błędów, zaniedbań i decyzji które doprowadziły do tragedii.

I największy problem polega na tym, że o ile można w dramatyczny sposób pokazać każdą z tych tragedii, to mało medialnie wygląda wniosek że kurna było to częściowo nieuniknione bo sami nad tym ciężko pracujemy by takie wydarzenia miały miejsce.

Na koniec wrócę do filmu.

Jeszcze raz podkreślam, że po tym jak ochłonąłem serial mi się bardzo podobał. Sprawie zrobiony, świetnie zagrany i genialnie zmontowany. Polecam go choć raczej nie jako filmik na mile zabicie czasu.

Tylko proszę pamiętajcie ….. to nie jest dokument. Jest to film oparty na faktach. Nie traktujcie tego jako biblię i jedyne źródło wiedzy o tej katastrofie.

Jak nie chce Wam się gmerać samemu to zapraszam do słuchowiska ( to taka starodawna wersja słowa podcast ) Polskiego Radia.

Jeszcze na sam koniec ( to chyb jeden z dłuższych wpisów ) chciałbym przypomnieć o innym dramacie który również rozegrał się na Bałtyku. W 1994 ( tak więc praktycznie półtora roku po tragedii Heweliusza) w nocy tonie estoński prom Estonia. Dramat odbywa się również w nocy przy sztormowej pogodzie. Tym razem śmierć ponosi aż 852 osób a ratuje się 138. Jak porównacie to z bilansem ofiar na Heweliuszu…. Wbrew pozorom wyjcie dość podobnie.

Bo często patrząc z plaży na nasz Bałtyk zapominamy o tym, że każde morze potrafi być zdradliwe i nie wybaczać błędów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *