Dzień z życia Informatyka – wersja ( lekko ) koloryzowana

Pierwszy telefon – zablokowane konto  – idzie w miarę szybko logowanie do panelu administracyjnego, odblokowanie …

Siadam do konfiguracji serwera, nowy backup .. stary niby działa ale z lekka dogorywa, powodując abstrakcyjne problemy. System zainstalowany …. Dzwoni telefon komputery do przeniesienia…

Odpięcie kabli, przenosimy do innego pokoju po drodze łapie koleżanka że jej drukarka nie działa..

Ok kłopotliwe piętro więc trzeba poprzepinać kable sieciowe. Dobrze że przenosiny nie dostawka bo trzeba by było pobawić się w Chrystusa i ogarnąć coś z niczego … kable poprzepinane…

Wracam do pokoju komputer stoi na innym biurku bo po drodze była burza mózgów i poprzednie ustawienie okazało się passe … wracam do kabelków bo oczywiście inne gniazdko sieciowe. Potem idę po dłuższe kable.

Komputer podpięty więc można zajrzeć do drukarki.. problem polega na tym że miał być usunięty dokument, a usunęła się drukarka.. ok instalujemy będzie dobrze … nie jest dobrze bo coś się rozjechał sterownik. 30 minut późnij wszystko rusza…

Powrót do pokoju, trzeba coś wrzucić do Intranetu… niestety aktywność kompa ujawnia moją obecność w pokoju … telefon.

.. tak faktycznie obiecałem wczoraj że przyjdę pomóc z tym arkuszem w Excelu. Na miejscu przypominam sobie czemu nienawidzę zagnieżdżonych formuł.

Wracam do pokoju  … cholera nie udało się.. „panie krzysiu taki drobiazg jak by mógł pan pomóc”

Wracam do pokoju …

..kolega się pyta jak to jest z tym systemem kontroli dostępu …. Szybka burza mózgów co się popierniczyło i podjęcie decyzji, że jak użytkownicy kantują to czas przestać się certolić.

Siadam by przypomnieć sobie gdzie ja do jasnej cholery to skonfigurowałem…..

Telefon .. kolejny komp do przeniesienia…

Jest nieźle godzinę później wracam do pokoju, po drodze głoszę słowo uświadamiające…”Jak się nie wpisze hasła to się nie zaloguje.. jak się nie zaloguję to ni pitu pitu dostępu do sieci.

Szlag po drodze coś komuś obiecałem …. Nie pamiętam co komu.. te proszeczki na pamięć by się przydały..

Dobra wracam do pokoju… czemu te cholerne światła zapalają się nad człowiekiem jak idzie .. czuje się jak Michael Jackson w teledysku. Jemu pod nogami a mi pod nogami, Jemu zależało a ja akurat niekoniecznie.. no właśnie..

Dzień dobry … co się popsuło ?  A nie na szczęście na tym się nie znam, żałuje Pani ? Przykro mi nie znam się na wszystkim co się dzieje w komputerach w tym budynku… Chwila … co Pani mówi ..że tak to działało ? A co się stanie jak klikniemy tutaj ? ….. po 10 minutach nabyłem wiedzy specjalistycznej i stałem się ekspertem.

Do pokoju …. Podobno jak się człowiek rusza pomału to czujki nie reagują….. Wałą tam … reagują…

Niestety nie .. na kartach tymczasowych wydruki nie działają .. nie przykro mi .. nie przypiszę na dwa dni do tej karty Pani konta. Ależ proszę bardzo można pogadać z szefową…

Muszę być jak Ninja…. Przemknę bokiem…..

Byłem jak ninja, tyle, że zabrałem komórkę… odbieram bo szefowa…

Ok idę ogarnąć pożar na 4 piętrze

Wracam do cholernego pokoju po godzinie .. walić ninje .. będę jak Ursain Bolt .. sprint od drzwi do drzwi …

Siadam, za godzinę wychodzę, można śniadanko i herbatę. Ważne by nie ruszyć myszką i się nie ujawnić.

Siadam i ruszam niedorobionym gryzoniem….. oczywiście … Outlook i Teams świecą cyferkami nowych wiadomości.

Czytam, odpowiadam, weryfikuje…..

Zerkam pod Outlooka .. co to za jakiś porąbany serwer mi tu robi … mniejsza z tym.. zamykam.

Wicie co ?

Tak jest to koloryzowane, aczkolwiek nie tak bardzo jak bym chciał.

Są dni gdy można normalnie popracować, i dni gdy gdzie się nie obejrzysz tam coś woła o uwagę. informatyków jest paru a ludzi setki. Każdy ma swoje problemy, a jak trafi się dobra kumulacja to nie wiadomo w co ręce włożyć.

Każdy poszukuje pomocy, zupełnie nieświadomy, że niekoniecznie siedzisz i pierdzisz w stołek czekając na coś do roboty.

Pomijam aspekt, że poza bieżącymi sprawami gdzieś w tle siedzą te mniej rzucające się w oczy, jakoś tak się zapomina że serwery wymagają nadzoru, backupy się same nie robią…. Całe szczęście, że od dawna się wyślizgałem z rozumienia finansów.

Jak się doda do tego, raportowanie, monitorowanie i parę innych rzeczy które ponoć informatyk pomieniań ogarniać…..

Kiedyś mnie jeden znajomy z komerchy zapytał się czy tego Zabbixa co go wdrażam to poznałem na szkoleniu online czy stacjonarnym. Jak się dowiedział, że szkolenia nie było, jest metoda na hardcore czyli wdrożenie na żywym organizmie to wyglądał jakby zboczył kliniczny przykład wariata.

Nie chcą dać kasy ? pytał … Nie wiem .. nawet nie miał bym czasu by zapytać i ogarnąć..

Wdrożenie nowego systemu … przygotowanie środowiska .. dokumentacja, wdrożenie, faza testów, harmonogrowanie i planowanie zasobów …….. miałem i Pirinca2 i ITILa .. gdzieś się walają certyfikaty….

Wiem jak powinno to wyglądać. Do tej pory pamiętam magiczną opowieść o budowaniu elektrowni atomowej…..

Problem polega na tym, że takie cuda robi się w idealnym świecie idealnych organizacji. Bo w naszym świecie, jak siedzisz i myślisz, to wyglądasz jak byś się opieprzał, a skoro się opieprzasz to szybciutko się znajdzie zajęcie.

I żeby nie było, to nie jest kwestia mojego miejsca pracy. Z kim nie rozmawiam, słyszę to samo. Świat ogarnęła mania optymalizacji. Optymalizacji nie w rozumieniu poprawy jakości, ale poprawy zysków i zmniejszenia kosztów.

Przykład kumpla … 3 pracowników w firmie z branży logistycznej … We trzech ogarniają na spokojnie, jak jeden wypadnie na urlop lub L4 jest zapieprz ale dają radę. Czyli ?

Miesiąc temu jeden poszedł na bruk bo skoro dawali radę jak któregoś z nich nie ma….

Coraz bardziej zapieprzamy, coraz mniej w nas jest luzu a czasem też wszelka przyjemność z roboty ( wiem, to zabrzmi perwersyjnie … ale ja na przykład lubię swoją pracę ) ulatuje.

W korpo liczą się dywidendy dla akcjonariuszy oraz zysk na papierze. W rządówce i samorządówce, trzeba ciąć koszty, żeby gazety się nie przypieprzyły a były pieniądze na tych co aktualnie strajkują.

Im dalej od tego końcowego pracownika, tym bardziej staje się on kosztem w tabelce budżetowej, który komuś się nie podoba.

I wiecie .. często nawet nie będą to zarządzający daną organizacją. Często się patrzy na nich jak na pazerne kutwy co nie doceniają pracownika.

Prawda często wygląda tak, że oni również są zakładnikami systemu w którym liczy się zysk i oszczędności, a każdą osobę która stanie na drodze zysku i oszczędności można posłać na bruk.

Wyborcy, akcjonariusze …

Osoby które nie są zainteresowane sprawnym działaniem … a rozliczeniem, wykazaniem że da się bardziej, skuteczniej, drastyczniej.

Popatrzmy wokół siebie.. czy czasem sami też nie oczekujemy czasem, że ktoś zrobi coś szybciej, sprawniej… zupełnie nie zastanawiając się czy ta osoba, ma szanse to zrobić. Zastanówmy się czy przez przypadek nie zapominamy o tym, że po drugiej stronie jest ktoś, kto też ma robotę do wykonania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *