Czytelnik
Powiem szczerze, że czytając ostatnio artykuł dotyczący sposobu spędzania wolnego czasu, poczułem się dość mocno zaszokowany, i coraz bardziej ugruntowany w przeświadczeniu, że oddalam się coraz mocniej od średniej tego grajdołka.
Nie będę Was zanudzał szczegółami, bo to nie o to chodzi by robić wierszówkę przepisując czyjś tekst, ale partę wniosków troszkę mną telepneło.
To że szeroko rozumiana rozrywka elektroniczna masakruje aktywność na świeżym powietrzu wśród młodzieży, to niestety smutny fakt z którym się nie ma co spierać. To że teatr, galeria, opera czy balet stanowią coraz bardziej marginalną rozrywkę, w szczególności wśród młodzieży, to też oznaka naszych czasów. Gdzieś na stałym poziomie mniej więcej utrzymuje się imprezowanie w klubach i na koncertach ale…..
… niekwestionowanym zwycięzcą rankingu staje się streaming. Netflix i spółka, kretyńskie filmiki w TikTok i Instagramie to obecnie królowie wolnego czasu.
Choć boję się, że nie tylko wolnego i nie tyle królowie co bardziej pożeracze.
Wstyd się przyznać, ale ja jestem tu dość oporny. Nie to, że mi się nigdy nie zdarza. Tu bym skłamał. Dokumenty i paradokumenty w Netflixie, wygłupy trzech podstarzałych kolesi w samochodach na Amazonie czy próby czegoś ze świata gwiezdnych wojen w Disney+ nie raz i nie dwa oglądałem. Ale jak słyszę jak wszyscy w okolicy zaczynają mówić o kolejnych serialach które trzeba obejrzeć by być na czasie, to mi się głupio robi bo nagle staje się społecznie wykluczony.
Proszę, uwierzcie… próbowałem. Ale cholera nie umiem.
Może odcinek .. może dwa…. A potem może coś na podglądzie i… zasadniczo tyle.
Ok możecie mnie nawracać na prawdziwą wiarę, że nie trafiłem na coś co mnie zainteresuje, że muszę poszukać i się wciągnąć…. Ale ja naprawdę jakoś tego nie czuje.
Albo się za szybko nudzę, albo drażni mnie fakt, że czasem nie rozumiem czemu porządna opowieść którą dało by się zamknąć w dwugodzinnym filmie jest rozwlekana na pierdyliard odcinków by wyciągnąć jak najwięcej czasu antenowego.
Nie obraźcie się, ale przy serialach mam wrażenie, że przestajemy mówić o rozrywce ( jaką są filmy pełnometrażowe ) a zaczynamy mówić o lekkim marnowaniu czasu. Szczególnie jak wracając do statystyk wyjdzie że na takie seriale statystyczny Polak przeznacza parę do parunastu godzin tygodniowo.
A jak dodamy do tego kretynizmy z Insta i TikToka, gdzie jak zombie wgapiamy się w kolejny przykład tfurczości internetowej, to już do końca okaże się, że te nieszczęsne ekrany są równie uzależniające jak najlepszy towar z pod lady.
I wiecie co jest najgorsze ?
Że w tym zestawieniu znalazło się coś co ja osobiście bardzo lubię i cenię. Wśród „zanikających” form spędzania wolego czasu, takich jak realizowanie swoich hobby, znalazło się czytanie książek. I to bez znaczenia czy w formie e-booków czy papierowych, bo autor artykułu tego nie rozróżnił.
Natomiast zaznaczył jedno, że statystycznie Polak czyta jedną książkę rocznie.
I jest to o tyle przerażające, że wychodzi mi, iż ja sam cholera załatwiam statystykę za dobre pareset osób.